FORMULARZE       SPONSORZY  


formularz zgłoszeniowy

regulamin konkursu.

ZGŁOSZENIE Warsztaty Realizacji Dźwięku

Regulamin Realizacja Dźwieku.

ZGŁOSZENIE Warsztaty Muzyczne

REGULAMIN WARSZTATÓW MUZYCZNYCH.



XIII Festiwal Rockowe Ogródki 2010
02.07.2010-27.08.2010


Lipiec

02 DES MOINES gość
03 ORBITA WIRU gość
09 3 JAZZ SOLDIERS-finał warsztatów
10 FIREFLOWER-Kielce
11 ROMA AMOR - gość Włochy
16 ENUMANO-Żuromin/Lidzbark
17 SCARLET HATCHINGS-Poznań
23 DIARY OF SORROW-Biłgoraj
24 C.A.L.M.-Ostrów wlkp.
30 MEAN MACHINE-Poznań
31 SANDSTONE BAND-Jastrzębie Zdrój

Sierpień

06 TRANSSEXDISCO-Olsztyn
07 GODDAMN-Warszawa
13 Przegląd Filmów
14 SWEET BITTER & SOUR-Gdynia
20 DIANOYA-Warszawa
21 COWDER-Warszawa
27 TOOLBOX-gość
28 TYMON & THE TRANSISTORS - finał



  FILM  
 


Film Rockowe Ogródki 2006

Film Rockowe Ogródki 2007




  DOKUMENTY  
 


Protokół z obrad jury
IX edycji festiwalu
Rockowe ogródki 2006

Protokół z obrad jury
X edycji festiwalu
Rockowe ogródki 2007

Protokół z obrad jury
XI edycji festiwalu
Rockowe ogródki 2008



24.07.2010 C.A.L.M.

Zespół z Wielkopolski kontynuuje rap-metalową ragę przeciw maszynie świata,czyli idzie w innym kierunku niż ten proponowany dzień wcześniej przez mieszkańców Lubelszczyzny. Pełna skomplikowanych podziałów rytmicznych i raptownych zmian tempa,poszatkowana jak mizeria twardymi riffami muzyka zabrzmiała znacznie nowocześniej,zdradzając dalej idące ambicje zespołu. Ale wszystko ma swoją ceną,a w przypadku C.A.L.M. był nią brak wyrazistych motywów pozostających w pamięci dłużej niż kilkanaście sekund,czy w ogóle niedostatek utworów,które dają się wyodrębnić z jak należy rozpędzonej i hałaśliwej całości. Ma to oczywiście swój sens (jak powiedziałby Mickiewicz,gdyby w sobotę był na Ogródkach: gwałt rzeczywistości niech się gwałtem muzyki odciska),ale sprawia,że po trzech kwadransach występ stał się – mimo zaangażowania muzyków,nie żałowania strun ani gardła wokalisty – po prostu monotonny. Kompetencje muzyków z C.A.L.M. wzlatują momentami na poziom niewątpliwie europejski,natomiast warto popracować nad repertuarem. Albowiem zespoły przemijają,w wieczności pozostają rockowe kawałki. (MW)

DIARY OF SORROW

Muzyczne uwagi wpisane w Dzienniczek Smutku, czyli kawałki odegrane przez zespół z Biłgoraja, to w zasadzie historyczny przegląd muzyki metalowej ostatnich trzech dekad. Począwszy od żelaznego dziewictwa (romantyczny cień Iron Maiden), skąd wzięły się rozmaite Metalliki czy Panthery. Imponująco szeroki gest brzmieniowy w dużej mierze jest związany z obecnością w grupie aż trzech gitarzystów, których partie (grane unisono albo rozjeżdżające się swobodnie) nadają muzyce charakterystyczną płynność i chwytliwość. Dla jednych słuchaczy (młodszych?) taka koncepcja może wypadać cokolwiek anachronicznie, dla innych (starszych?) ciut sentymentalnie, co nie zmienia faktu, że i lekcję historii, i WF-u (galopady w stylu Slayera i Anthraxu) zespół odrobił poprawnie i rzetelnie. W nadesłanej notce muzycy Diary of Sorrow napomykają, że chętnie puszczają ich stacje radiowe, a koncert w Rock 69 potwierdził ich komercyjny potencjał. Gorzej z oryginalnością, choć trzy gitary i wyrazisty frontman dają tu przecież spore pole do popisu. Krótko mówiąc: egzaminy do metalowego gimnazjum – zdane, ale dalsze stopnie metalowej edukacji będą wymagały trochę więcej. (MW)

SCARLET HATCHINGS
 

Jak to się na Ogródkach zdarza, sobotni i piątkowy koncert były jak ogień i woda. W roli ognia wystąpił zespół z Poznania, którego pełna przesterowanych emocji muzyka budziła szacunek stylistyczną konsekwencją, a sam występ imponował spójnością i klarownością przekazu, której wcale nie szkodziło „brudne” brzmienie. Korzeni tej muzyki trzeba szukać w rozgorączkowanym, neurotycznym brzmieniu grup takich jak Coil czy System Of A Down, a więc niekoniecznie wywodzących się z tej samego „pnia gatunkowego”, ale bliskich ze względu na intensywność emocjonalną oraz manierę wokalną graniczącą z kontrolowaną rockową histerią. Scarlet Hatchings nie będą mieli lekko na rodzimym rynku muzycznym (oj, nie pograją ich komercyjne stacje radiowe), ale jeśli wystarczy im wytrwałości, to – jak orzekliśmy z Krzyśkiem Misiakiem – niewykluczone, że prędzej niż w ojczyźnie zostaną dostrzeżeni w szerokim rockowym świecie (więc w tym przypadku angielskie teksty są jak najbardziej na miejscu). Natomiast taka muzyka gitarowego i oralnego niepokoju zawsze ma szansę na pozytywny odzew u młodej, na różne sposoby rozkontestowanej, publiczności, więc zespół miał trochę pecha, że przyjechał do Płocka akurat w czasie festiwalu w Jarocinie, bo gdyby nie nieobecność sporej części stałego ogródkowego audytorium, na pewno zostałby przyjęty jeszcze goręcej. Tak czy owak, Scarlet Hatchings wysoko podnieśli poprzeczkę kolejnym konkursowym zespołom. (MW)

ENUMANO

Jako miejsce działalności zespół podaje dwumiasto Żuromin/Lidzbark,a w trakcie koncertu okazało się,że muzycy stoją nie tylko w rozkroku geograficznym,ale także stylistycznym. Pierwsza cześć występu była w dużej mierze podróżą w czasie do lat 80-tych: zwracały uwagę melodyjne kompozycje o bezpretensjonalnych tekstach (i ujmujących tytułach w rodzaju „Siedziała na parkanie”),raz siegające do ambitnego,ciekawie zrytmizowanego pop-rocka sprzed dwudziestu paru lat (kto pamięta grupę Toto?),innym razem do reggae i charakterystycznych dla tego gatunku zaśpiewów (w „Pada deszcz” brzmiały o­ne jak wzięte z „Walking o­n The Moon” The Police). Im dalej w koncert,tym robiło się współcześniej,czyli gęściej brzmieniowo i odważniej aranżacyjnie (z wycieczkami w stronę nowoczesnego fusion o całkiem szerokich horyzontach),ale niestety także mniej spontanicznie (utworom Enumano nie bardzo służy angielszczyzna w tekstach). Pod koniec długiego występu (muzycy zaczęli tuż po 20.00,żeby się wyrobić przed 22.00) miałem wrażenie,że stylistyczny rozkrok Enumano stawia zespół trochę w sytuacji Pana Cogito u Herberta,którego lewa i prawa noga idą każda po swojemu,tyle że Pan Myślę to nie jest Pan Gram,więc chyba nie warto tak kuśtykać i pora zdecydować się,które oblicze zespołu ma dominować: to z lekka retro,czy to bardziej nowoczesne . Sentymentalizm (lata 80-te to lata mojej muzycznej młodości) kusi,żeby to pierwsze,trzeźwy ogląd spraw sugeruje,że to drugie. Bądź tu mądry i graj rocka. (MW)

Warsztaty Realizacji Dźwięku

19.07.2010

IV Warsztaty Realizacji Dźwięku dobiegły końca. Ostatniego dnia uczestnicy realizowali dzwonek warsztatów do telefonów komórkowych :),później otrzymali upominki ufundowane przez firmy: AUDIO LOGOS i DIGIPARK,na koniec wspólne pamiątkowe zdjęcie i pożegnanie wraz z zaproszeniem na przyszłoroczne warsztaty.

16.07.2010

Andrzej Karp podczas wykładu nt techniki nagrań gitar. Gościem podczas wykładu był m.in. gitarzysta Krzysztof Misiak.


14.07.2010

Warsztaty realizacji dźwięku prowadzone przez Przemysława Waszkiewicza są już na półmetku. Dziś część grupy ćwiczy z mikserem ILive Allen Heath. Jutro rozpoczynamy wykład nt techniki nagrań gitar.


 

10.07.2010 FireFlower


FireFlower okazał się w trakcie koncertu bardziej Flower niż Fire. Trochę za sprawą repertuaru, odegranego sprawnie i gładko, ale bez porywających emocji, a trochę z powodu wokalistki, której zgrabna kibić i miła oku fryzura chwilami przyciągały uwagę mocniej niż stricte muzyczny przekaz. Ten ostatni wahał się między pop-rockiem a elementami rocka gotyckiego, choć taka architektura zakrawała raczej na gładki XIX-wieczny neo-gotyk niż robienie słuchaczom – nawiązując do słynnego cytatu z „Pulp Fiction” – jesieni średniowiecza. Największym atutem zespołu jest mocny, wyrazisty i swobodnie frazujący kobiecy wokal, ale jego potencjał poważnie osłabiają pisane po angielsku teksty, cóż z tego, że podejmujące istotne tematy (np. złudzenia produkowane na przemysłową skalę), skoro ich cudzoziemskie brzmienie jest jak izolująca szyba wstawiona nie tylko pomiędzy zespół a publiczność, lecz także pomiędzy muzyków i grane przez nich kawałki. Muzyka FireFlower była grana poprawnie i rzetelnie, tyle że cuglami emocji szarpnęła tak naprawdę dopiero przy utworze o refrenie „na na na na na”, przy którym ożywiła się nie tylko widownia, ale i sam zespół, jakby ucieczka ze sztywnego gorsetu angielszczyzny, była właśnie tą drogą, którą dzień wcześniej nazwano „iściem w stronę słońca”. No bo w jaką inną stronę miałby rosnąć ognisty kwiat? (MW)

 









































Zapraszamy do sponsorowania Festiwalu
mkm@kublik.com.pl


























  © 2004 - 2009 Rockowe Ogródki. All right reserved